Sen Łucji Szuber

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » Sen Łucji Szuber

  „Sen, w którym byłem”

 

Kiedyś, kiedy byłem zmęczony, położyłem się spać. Przyśniło mi się, że staję przed zieloną bramą z wielkim napisem „Drzewolandia”.

Wszedłem do środka przez szparę. Przerażony dzikością  drzew ruszyłem naprzód. Ujrzałem nagle furtkę, za którą rozpościerała się polana pełna dziwacznych stworzeń. Rogi miały jelenie, nogi świni, koński ogon, tułów osła, a twarz królika jakby w masce do nurkowania. Co dziwne, owo zwierzę podeszło, spojrzało mi w oczy i rzekło:

-Zgubiłeś się? - ten głos przywodził na myśl wuja Gorgea. Przeszył mnie cień strachu, gdy odpowiedziałem:

-Tak trochę…

-Więc chodź ze mną - odpowiedziało monstrum i poszło w stronę majaczących na niebie jabłek. -Ja nazywam się Filch - jestem zwierzęciem filtrującym powietrze. A kim ty jesteś?

Z początku zapomniałem swego imienia. Jednak zaraz przypomniałem sobie. Odpowiedziałem więc:

- Nazywam się Sławomir Tarta. Jestem człowiekiem.

- Miło mi cię poznać.

 Stworzenie miało jednak minę jakiej nigdy nie widziałem - coś jak zmieszanie zdziwienia, radości i ciekawości. Zaprowadziło mnie na skraj jakiegoś miasta. Z kominów jednak nie wznosiły się dymy, lecz pióra. Zeszliśmy po stromym zboczu porośniętym kwiatami. Na ulicach chodziły dumne pawie, ryby jeździły w akwariach na kółkach, natomiast w powietrzu śmigały kury-listonosze. Przeszliśmy przez jezdnię, do gmachu, na którym był napis „Sejm Rządowy”. Zwierzę kazało mi zostać na schodach. Przez okno usłyszałem jakiś nieznany język. Czekałem tam dopóty, dopóki mieszanina zwierzęca nie powróciła, niosąc ogromne złote jabłko.

- Ugryź – powiedziało monstrum – i pomyśl, gdzie chciałbyś się znaleźć. Ugryzłem posłusznie i poczułem szarpnięcie. Wtedy się obudziłem.

            Tak zakończył się mój dziwaczny, ekologicznoświatowy sen.

 

Łucja Szbuer

Opracowanie: szkolnastrona.pl