Opowieść o Bożym Narodzeniu

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » Opowieść o Bożym Narodzeniu

 

 

Opowieść o Bożym Narodzeniu

 

Historia ta zdarzyła się podczas jednego z Bożych Narodzeń . Ja i mój kuzyn Wiktor zobaczyliśmy, że
w moim pokoju było coś nadzwyczajnego, a było to dziwne zwierzę. Nagle zrobiło się ciemno i zaczęła się nasza wspólna przygoda...

      Ocknąłem się w śniegu, Wiktor leżał parę metrów dalej w zaspie. Wyglądał bardzo śmiesznie, gdyż miał śnieg praktycznie wszędzie.

- Wstań ze śniegu, bo się przeziębisz – powiedziałem.

- No dobra – odpowiedział.

- A w ogóle to gdzie my jesteśmy?

- Nie wiem, może u Świętego Mikołaja!

- Co ty pleciesz?

- Nie wiem – odpowiedział Wiktor. – Po prostu myślę, że
u Świętego Mikołaja.

- Przecież to tylko bujda dla mniejszych dzieci, żeby myślały, że Mikołaj istnieje. Stara bajka rodziców.

      I tak poszliśmy szukać jakiś osób lub czegoś, co żyje (oby tylko nie ludożercy!). Nagle coś się poruszyło. Obróciłem się, a Wiktor poszedł dalej.

-          RATUNKU!!! SZYMON RATUJ!!! – krzyczał mój kuzyn.

- Wiktor! – krzyknąłem, lecz po moim kuzynie nie było śladu.

      Jednak znalazłem jakieś ślady i poszedłem za nimi. Po chwili doszedłem do jakiegoś wielkiego domu lub czegoś podobnego. Koło niego było bardzo dużo małych ludków lub krasnoludków. Podszedłem i zapytałem:

- Przepraszam czy przypadkiem nie widzieliście takiego trochę niższego niż ja chłopaka? Miał czarne włosy.

- Tak widzieliśmy, a co Ci do tego? – zapytał jakiś ze starszych strażników wejścia. – Więc?

- To jest mój kuzyn – odpowiedziałem.

- Aha, to dla tego go szukasz – powiedział krasnolud.         

      Ten krasnolud to chyba nie jest zbytnio inteligentny – pomyślałem.

- Nazywam się Zarig i jestem szefem ochrony przejścia – powiedział niezbyt inteligentny krasnolud. – A ciebie jak zwą?

- Mam na imię Szymon, to mogę przejść?

- Najpierw odpowiedz na jedno pytanie.

- Jakie?

- Czy wierzysz w Świętego Mikołaja? – zapytał.

      Zrobiło mi się głupio, gdyż Ja nie wierzyłem w Mikołaja.

- To wierzysz czy nie? – napierał Zarig.

- Wierzę – skłamałem.

- Czy na pewno? – zapytał.

- Tak – musiałem przejść, żeby znaleźć mojego kuzyna.

- Chłopaki! – zawołał. – Dajcie Mi tu wykrywacz kłamstw.

- Dobrze szefie – odpowiedział jeden ze strażników.

      No to wpadłem, mam teraz problem, pomyślałem. Nagle
w myślach zacząłem  wierzyć w Świętego Mikołaja.

- Powtórz odpowiedź, dobrze? – powiedział krasnolud.

- Tak, wierzę – powtórzyłem.

      Wykrywacz stwierdził, że mówię prawdę. Więc tym razem udało mi się.

- Dobrze, możesz przejść – powiedział Zarig.

      Przeszedłem i nagle zobaczyłem zjeżdżalnię. Zjechałem
i wsiadłem do wagonika, w którym było mnóstwo słodyczy. Zobaczyłem Wiktora w innym wagoniku. Nagle wagonik z moim kuzynem skręcił i zniknął mi z oczu. Wyskoczyłem z przewozu
i popędziłem ile sił w nogach za moim kuzynem. W ty momencie zapadła się podłoga, a ja wpadłem do jakiegoś pomieszczenia. Straciłem przytomność, a ostatnie co pamiętam to spadanie. Ocknąłem się koło moich kumpli: Szymona i Maćka.

- Co wy tu robicie? – spytałem zdziwiony.

- Sam nie wiem – odpowiedział Szymon.

- Ja też nie wiem – dodał Maciek

- Aha… No to co robimy? – spytałem.

- Nic. A co ty tu w ogóle robisz? – spytali.

- Szukam mojego kuzyna Wiktora – odparłem.

- No to poszukajmy go razem – zaproponował Maciek.

- No raczej, przecież po to tu jestem – opowiedziałem. – A ktoś jeszcze jest z wami?

- Nie. Wcześniej był jakiś chłopak i jakaś dziewczyna, ale  nie znałem ich.

- A gdzie są teraz? – spytałem.

- Nie wiemy, nagle zaczęli przed nami uciekać w tamtą stronę – Szymon wskazał palcem w odległy ciemny tunel.

- No to może tam chodźmy? – zaproponowałem.

- Zgoda – odparli.

      I tak zaczęła się nowa przygoda w starej przygodzie. Szliśmy przez bardzo długi czas. Mimo tego nadal nikogo i niczego nie znaleźliśmy, ale robiło się coraz goręcej. Nagle wyszliśmy koło jeziora, a przed nami była tylko skała.

- Przecież to jest jak we „Władcy Pierścieni” – zauważył Maciek. – Pewnie tam jest twój kuzyn.

- Raczej tam jest – odparłem.

Nagle przypomniałem sobie hasło, żeby wejść. Powiedziałem je i przeszliśmy przez wrota do tzw. „Kazad-dum” (w języku  elfów Moria: kopalnia krasnoludów).
Zapaliliśmy pochodnie. Nie było to potrzebne, gdyż weszliśmy do bardzo jasnego pomieszczenia, a w nim było mnóstwo krasnoludów, którzy pracowali w kopalni.

- Patrzcie – zawołał pogodnie jakiś krasnolud. – Mamy gości.

- Witajcie – krzyczały inne krasnoludy.

- Dzień dobry – powiedziałem niepewnie. – Widzieliście może mniejszego niż ja chłopca?

- Oczywiście – odparli. – Poszedł na słynny most, na którym Gandalf stoczył walkę z Barlokiem.

- Rany! – zawołaliśmy.

- Zaprowadzimy was do niego… Mam na myśli chłopca.

- Dobrze. – odparłem.

      Chłopaki trochę dziwnie na mnie patrzyli, ale się tym nie przejąłem, ponieważ chciałem znaleźć Wiktora. Szliśmy bardzo długo, aż w końcu zobaczyłem kuzyna, który był
z jakimś chłopakiem i dziewczyną. Nagle pomyślałem, że to są zaginione osoby, o których mówili Szymon i Maciek.

- Wiktor! – zawołałem.

- Gdzie ty byłeś? – zapytał mnie Wiktor.

- Raczej gdzie ty byłeś? – spytałem.

- Szukałem Świętego Mikołaja, a tam są moi rodzice.

- A więc to są twoi rodzice? – spytał Maciek.

- TAK – znowu powiedział Wiktor. – A wy to kto?

- Kumple Sopla znaczy Szymona – odpowiedział Szymon.

- No to teraz zostało mi jedno pytanie – powiedziałem. – Jak my się stąd wydostaniemy?

- Eee… Nie wiem...

      I tak przez chwilę się zastanawialiśmy ja, kumple i kuzyn. Nagle wymyśliłem.

- Może krasnoludy wiedzą? – spytałem niepewny.

- Może – jak echo powtórzył Maciek.

- To się ich zapytajmy – powiedziałem.

      Gdy dotarliśmy do krasnoludów, większość spała i tylko garstka zajmowała się ciągle pracą.

- Przepraszam, a czy nie wiesz może jak się stąd wydostać? – zapytałem już wcześniej mi znajomego Zariga.

- Oczywiście, że wiem. – powiedział. – Musicie iść do Świętego Mikołaja.

- Dobrze, jak możemy się tam dostać? – spytał Szymon.

- Po prostu wyjdźcie, bo już na was czeka.

      I tak poszliśmy do miasta, w którym wylądowałem z Wiktorem. Gdy wyszliśmy, naprawdę czekał na nas Święty Mikołaj.

- Witajcie dzieci – przywitał nas Święty Mikołaj. – No to co, wracamy do domu?

- TAK! – zawołaliśmy. -  Chcemy do domu!

- Dobrze, no to wsiadajcie – zawołał Mikołaj.

      I tak wróciliśmy do domu. To Boże Narodzenie było bardzo, ale to bardzo zwariowane. Maciek i Szymon wrócili do swoich domów, a ja z Wiktorem byliśmy w moim pokoju.

 

Autor: Szymon Sobczak, KL.VI

 

 

Opracowanie: szkolnastrona.pl