Czas Bożego Narodzenia

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » Czas Bożego Narodzenia

           

 

Był to zwykły szary dzień, lecz ja myślałam, że cos się wydarzy. Od paru lat nie mam rodziców. Rodzeństwa w ogóle nie miałam, byłam jedynaczką. W dzień płaczę w kącie i myślę tylko o nich. Mama i tata zginęli na skutek wypadku, podczas podróży samolotem.

Zaczynają się święta, a ja siedzę sama w domu z babcią. Ubieram teraz swoją dawną zakurzoną choinkę. Babcia robi mi ciepły szalik z wełny. Obiecałam jej, że dzisiaj nie będę płakała, chociaż trudno mi powstrzymać się od łez.

-         Babciu ! Ja idę do swojej koleżanki, za godzinę będę.

-         Dobrze Anastazjo, ale uważaj na siebie .

Poszłam do koleżanki, miała na imię Marta. Chodziłam tam bardzo często, ponieważ jej mama przypominała mi moją i czułam się tam jak u siebie w domu. Marta pokazała mi swoje prezenty, które dostała przed gwiazdką. Miałyśmy po 14 lat, to dosyć sporo. Ale ja lubiłam niekiedy cofnąć czas i powspominać jak miałam ileś tam lat. Nigdy nie dostawałam żadnych prezentów, nie było mi przykro, bo dla mnie się to w ogóle nie liczyło, marzyłam jako dziecko o świętach Bożego Narodzenia - takich magicznych... Chciałam, żeby choć raz rodzice byli ze mną. Ale widocznie chcę za dużo od życia. A moja koleżanka była bardzo uczciwa, ciepła, miła, uczynna. Jak ubierała choinkę, to zaprosiła mnie i ozdabiałyśmy ją wspólnie.

-         Gdzie ja mam Marto dać ten prezent ?

-         Właściwie to nigdzie.

-         Jak to nigdzie?

-         No bo on... jest ....

-         Dokończysz to?

-         Bo on jest dla Ciebie.

-         Och... Marto nie musiałaś!

-         Musiałam, za długo się znamy, jesteśmy jak rodzina.

-         Ja bardzo dziękuję.

-         Oj... nie ma za co. Tylko chciałam Ci umilić te święta, bo wiem jakie to wszystko dla Ciebie jest trudne i skomplikowane.

-         Ja już będę musiała iść, babcia na mnie czeka. Wesołych Świąt! I jeszcze raz dziękuję.

-         Nawzajem!

Biegłam w pośpiechu do babci pomóc jej w świątecznych przygotowaniach. Wbiegłam do domu, babcia przygotowała ciepły posiłek, który wspólnie z apetytem zjadłyśmy. Potem robiłam ciasto o nazwie „Leśna zamieć”, bo ja i babcia mieszkałyśmy w lesie. Była już 21.00, zbliżała się Wigilia.

-         Wnusiu! Zabrakło wełny. Wiesz gdzie mamy schowek, to kilometr stąd.

-         Dobrze! Już idę.

-         Tylko ubierz się bardzo grubo !

-         Bo jest zimno, przecież to zima.

-         Wychodzę, postaram się przyjść na czas.

Przed wyjściem wyobrażałam sobie te święta. Pomyślałam życzenie patrząc na portret rodziców, po czym wyszłam niosąc w sercu jakąś niespotykaną nadzieję. Spojrzałam na babcie, która uśmiechnęła się do mnie przez okno. Widziała mnie krótko, bo znikłam za sosną. Widziałam już tę wełnę, wzięłam ją, była bardzo miła i ciepła. Nagle upuściłam wełnę, bo zobaczyłam małe biedactwo, które marzło z zimna. Była to sarenka. Chciałam ją złapać, a ona pobiegła w dal,  więc ja za nią. I stanęłam jakbym zapuściła korzenie, gdyż moje oczy nie dowierzały. Przed moimi oczami stała wielka przyozdobiona sosna, koło niej znajdował się bałwanek i mnóstwo prezentów. Ktoś wyszedł i powiedział:

-         Wolisz te wszystkie prezenty, czy wolisz poznać tajemnicę tych drzwi stojących koło bałwanka?

Głos był nieskazitelnie czysty. Ale nie wiedziałam do czego dąży.

-         A co jest za tamtymi drzwiami?

-         A tego nie mogę Ci panno powiedzieć, musisz się sama przekonać, albo wziąć te wszystkie prezenty.

-         I co ja mam teraz zrobić, jeśli za tymi drzwiami jest coś o czym mi się nie śniło... A może to kolejne prezenty, ujrzę tam np. pieniądze i nie będziemy musiały z babcią niczego sobie żałować.

-         Masz jeszcze godzinę do zastanowienia.

-         Czemu godzinę?

-         Bo Wigilia już za 60 min.

-         Moja babcia ! Powinnam już iść.

-         Teraz już nie możesz się wycofać, musisz coś wziąć, albo wejść we wrota.

Długą chwilę myślałam i doszłam do wniosku, że zaryzykuję.

-         Wejdę we wrota.

-         Dobrze, niech tak się stanie.

Już nie mogłam odejść, bo wrota same mnie wciągały do siebie, czułam magię i zarazem strach. Ale moje marzenie już się spełniło. „Magiczne święta”, o takie prosiłam i przypomniało mi się też, że na końcu tego marzenia zasiadam z rodzicami do stołu i dzielimy się opłatkiem. Gdy otworzyłam oczy, nikogo już nie było, była tylko jakaś chatka, którą widziałam. Szłam 15 min przez nieznane. Gdy doszłam, własnym oczom nie dowierzałam. To był mój dom z dzieciństwa. Szybko zapukałam do drzwi. Otworzyłam mi kobieta o czarnych świetlistych oczach, a obok niej stał pan z prezentem w ręku.

-         Wszystkiego najlepszego kochanie.

-         Co?! Ja nie wierzę!

-         Spełniło się twoje marzenie córko nasza.

-         Mamo, Tato! Gdzie byliście przez te 14 lat ?

-         Mieszkamy w niebie.

-         Czyli to znaczy, że ja umarłam ?

-         Nie, ale nie zamieszkasz z nami, bo anioł tylko pozwolił nam się z tobą zobaczyć i podzielić się opłatkiem oraz spędzić święta rodzinnie, tak jak chciałaś i śniłaś.

-         Boże jak ja się cieszę! Ale ja nie chcę was opuszczać!

-         My ciebie też, ale jeśli zostaniesz, to już nas nigdy nie zobaczysz, bo rozpłyniemy się, a ty zostaniesz na tym pustkowiu.

-         Ale żeby nie tracić czasu, usiądźmy do stołu.

-         A więc córeczko, życzymy ci spełnienia marzeń i wszystkiego o czym pomyślisz.

-         Dziękuję wam, kocham was!

-         Ja wam życzę, żebyście wrócili na ziemię i zamieszkali ze mną.

-         Powiedziałaś o czymś, co właśnie się spełniło, wracamy teraz z tobą na ziemię.

Wbiegłam do siebie do domu i krzyczę do babci, że rodzice wrócili. Babcia wbiegła do salonu i upadła na krzesło.

-         Dzień dobry mamo.

-         Córka?! Zięć?!

-         Tak, to my.

-         Jak to możliwe?!

-         Anastazja wypowiedziała życzenie, które się spełniło.

-         Pomódlmy się i zjedzmy rodzinnie barszcz ... i resztę potraw.

-         Życzę ci wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, uśmiechu.

Po cudownej Wigilii rodzice utulili mnie do snu.

 Przytuliłam się do rodziców i chciałam myśleć, że rano znów ich spotkam. Ale niestety moje marzenie dobiegło końca i rodzice wrócili tam, skąd przybyli.

Ale wiem jedno nic mi się nie wydawało, oni naprawdę tu byli, bo babcia też się pytała czy jej się to nie przyśniło. Wszystko ma swój początek i koniec. Ale wierzę, że jeszcze ich ujrzę. To były moje najwspanialsze i najbardziej magiczne święta, nie mogłam nic lepszego sobie wymarzyć.

 

Marcelina Pis

 

Opracowanie: szkolnastrona.pl