Straszna szafa

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » Straszna szafa

Straszna szafa

 Jest rok 1999. Małe prowincjonalne miasteczko Głupia Wola położona na wybrzeżu Bałtyku na pozór niczym się nie wyróżniała spośród innych miast. Jej mieszkańcy wiedliby całkiem spokojne i beztroskie życie, gdyby nie zagadkowa seria niewytłumaczalnych zdarzeń, które przerażały, a jednocześnie nurtowały każdego.
 Cała sprawa krążyła wokół tajemniczych zniknięć dzieci. W domu państwa Lorn znajdowała się straszna szafa. Denis, Mila i pies Neo wyruszyli po szkole do kolegi Karola Lorn. Długo się uczyli do sprawdzianu z historii, który miał być następnego dnia, aż w końcu gospodarz poszedł po sok. Nagle Neo zaczął szczekać. Dzieci szybko pobiegły zobaczyć, co się stało. Okazało się, że piesek ruszył za kotem schodami w górę. Weszły więc na strych z wielkim strachem, bo wiedziały, że stoi tam wielka, straszna szafa. Zwierzę gdzieś uciekło. Nastolatki wróciły do pokoju a psa nie było. Martwiły się. Wtedy on znów zaczął szczekać, warczeć i to nie dawało dzieciom spokoju. Nie wytrzymały i poszły go szukać. Wiedziały, że jest na strychu. Bały się, ale mimo ogromnego przerażenia, otworzyły drzwi i zauważyły Neo, który ujadał na szafę. Zdziwiły się. nagle usłyszały dziwny głos, który dobiegał z otwierających się drzwi strasznego mebla. W szafie znajdowały się stare ubrania i Denis postanowił tam wejść. Mila się nie zgodziła, by zrobił to sam. Chłopiec był pod wrażeniem zachowania swojej młodszej siostry. Z duszą na ramieniu młodzi penetrowali szafę, a pies wraz z nimi. W środku oczom dzieci ukazały się dwa guziki – czerwony i zielony. Denis wcisnął czerwony guzik, a wtedy zapłonął jasnoniebieski promień. Od tego błysku dzieci (i pies) zasnęły. Po przebudzeniu okazało się, że są na ogromnej polanie. W oddali widać było czołgi i dużo armat, a po niebie latały samoloty. Dzieci zauważyły, że nie są w Głupiej Woli, a nawet w okolicy.
 Bardzo zmartwieni długą nieobecnością swych pociech rodzice poszli do państwa Lorn. Mama Karola powiedziała, że są na górze i się uczą do jutrzejszego sprawdzianu z historii. Jednak okazało się, że nigdzie ich nie ma. Zadzwonili więc na policję zgłaszając zaginięcie dzieci. Funkcjonariusze od razu przyjechali na miejsce tragedii. Policjant chciał dostać zdjęcia i opisy zaginionych. Matka nie zastanawiała się, tylko zaczęła mówić o swoich podopiecznych. Na początek chłopiec. Denis ma piętnaście lat. Jest wysoki, posiada krótkie, czarne włosy. Jego opanowanie i skłonność do milczenia sprawiają, że niektórym może się wydawać niesympatyczny lub zadufany w sobie. Był ubrany w zielone spodnie, czarną bluzę i adidasy z Nike. Mila ma trzynascie lat. Jest średniego wzrostu i posiada długie, jasnobrązowe włosy. Jest mądra, wrażliwa, delikatna i skromna. Była ubrana w czerwone spodnie, pomarańczową katanę i trapery z firmy Puma. Neo to dwuletni kundel. Ma czarno-brązową sierść. Jest posłuszny. Z kolei Karol, jak zeznała jego mama, to czternastoletnie, blondwłose chucherko zawsze ubrane na czarno. Jest bardzo otwartym młodzieńcem, każdemu ufa i często pakuje się w kłopoty. Policjanci spisali zeznania i pojechali na posterunek. Oznajmili, że zadzwonią, jak czegoś się dowiedzą.
 Tymczasem dzieci zobaczyły w oddali chłopca, który chyba szedł na polowanie. Pobiegły do niego i zapytały, gdzie się znajdują. Dzieciak odpowiedział im, że jest rok 1906, są na Dolnym Śląsku, w Szczytnej, koło zamku Szczytnik. Niemałe było ich zdziwienie, ale po chwili dotarło do nich, jak się tu dostały – szafa przenosiła w czasie i przestrzeni. Nieznany chłopczyk oznajmił też, że z okazji manewrów wojskowych na Dolnym Śląsku wśród znakomitych osób znalazł się Winston Churchill, wówczas młody dyplomata, później premier brytyjski, jeden z „wielkiej trójki” czasu ostatniej wojny, jak uświadomili sobie młodzi historycy. Mila była bardzo podekscytowana i chciała jak najszybciej spotkać się ze znanym politykiem. Chłopiec dał im wskazówki, gdzie mają iść. Najpierw mieli pójść do koszar i tam dokładnie dowiedzieć się, w którym miejscu znajduje się dyplomata. Dzieci szybko pobiegły i wszystkiego się dowiedziały – znany polityk właśnie obradował na zamku Szczytnik. Dzieciaki pędziły do warowni niczym gepardy za gazelą. Po drodze omijały miny, ale dobiegły do celu. Strażnik nie chciał jednak ich wpuścić. Neo wyszukał dużą dziurę prowadzącą do zamku. Dzieci, nie zastanawiając się, wskoczyły do otworu. Długim tunelem doszły do tajemniczych drabin. Wybrały jedna z nich i... udało się. wyszły w pokoju pana Winstona. Lecz jego tam nie było. W biurze znajdowało się bardzo dużo książek i map. Na ogromnym stole leżał olbrzymi plan. Dzieci zaczęły się rozglądać. Ściany pomieszczenia były z ciemnobrązowych desek, w rogach wisiały pajęczyny. Po bokach znajdowały się stare szafy i krzesła. Ciekawość nastolatków rosła, za wszelką cenę chciały się spotkać z człowiekiem, który miał tak duży wpływ na historię. Nagle ktoś zaczął otwierać drzwi. Okazało się, że to Winston Churchill. Zdziwił się i chciał już zawołać strażników, ale Denis go powstrzymał i powiedział, że chcą tylko autografy i marzą o chwili rozmowy. Polityk zgodził się na takie rozwiązanie. Dał im swoje podpisy i uciekł nie wiadomo gdzie. Mila chciała za nim pobiec, ale chłopcy oznajmili, że muszą już wracać, bo niedługo wybije północ i mogą tu zostać na zawsze. Dzieci wyszły z zamku i zobaczyły czarnego „Malucha”, nie zastanawiając się, wsiadły do samochodu i na autopilocie pojechały do Głupiej Woli, do domu Karola, gdzie znajdowała się straszna szafa. Nie minęło pięć minut, a one już były w miasteczku (500 km!!!!!). Do domu weszły, o dziwo, kominem. Było to ryzykowne, udało się jednak dzięki drabinie znalezionej w ogrodzie. Błyskawicznie pobiegły do starej szafy, bo zostało im 30 sekund do północy.  Denis nacisnął zielony guzik i znowu ukazał się jasnoniebieski promień. Gdy młodzi wyszli z szafy, zobaczyli zegar, który wskazywał piętnaście minut po północy, rok 1999.
 Wszyscy się cieszyli, nawet Neo skakał z radości. Zeszli po stromych schodach i zauważyli przygnębionych rodziców. Ci zaniemówili z wrażenia a za chwilę wznieśli okrzyki radości. Wyjaśnieniom i tłumaczeniom nie było końca. Ostatecznie rodzice nie uwierzyli swoim pociechom i zaordynowali szlaban. W międzyczasie Denis szepnął, że następnym razem trafią w jeszcze ciekawsze miejsce. Mila zachmurzyła się na chwilę, słysząc złą nowinę jaką była kara od rodziców, po czym znów jej twarz się rozpogodziła. Wierzyła w to, co mówił jej starszy brat i coraz częściej podziwiała go za mądrość i dobroć.


Przemysław Kuzak, kl. VI

Opracowanie: szkolnastrona.pl