Koleją po Dolnym Śląsku

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » Koleją po Dolnym Śląsku

Koleją po Dolnym Śląsku

 

            W czasie ferii zimowych zamierzałem wybrać się koleją na wycieczkę po Dolnym Śląsku. Szybko spakowałem potrzebne rzeczy i ruszyłem piechota na przystanek, by dojechać autobusem do Kłodzka. A moim głównym celem był Wrocław.

            Swoją kolejowa podróż zacząłem w Kłodzku Głównym. Kupiłem tam bilet do Wałbrzycha. Dworzec wyglądał bardzo ładnie, był lekko ośnieżony i chyba bardzo stary, miał nostalgiczny klimat. A pociąg się spóźnił 30 minut, więc szybko do niego wsiadłem, ponieważ było mi bardzo zimno. Zdziwiło mnie to, że szynobus był tak czysty. W przedziale ze mną jechała kobieta w starszym wieku, która na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie wrogo nastawionej do świata, a także dosyć młody chłopak z charakterystycznymi dredami na głowie. Po chwili „pędziliśmy” do Bierkowic. Był tam bardzo krótki postój. Następnie przywitała nas Ścinawka Średnia – starym, z duszą, ale zaniedbanym dworcem. Przez Nową Rudę przejechałem pięknym mostem zwanym „Czarnym Mostem”.  A dworzec w Nowej Rudzie nie różnił się praktycznie niczym od pozostałych. Kolejnym punktem podróży była Bartnica. Przystanek ten różnił się od pozostałych. Był on strasznie szary i ponury.

            Nie mogłem jednak podczas podróży narzekać na nudę, gdyż za oknem widniały piękne krajobrazy Środkowych Sudetów. Gęste i zielone lasy, rozległe, pokryte śniegiem pola i małe wsie pogrążone w mroku. Często jechaliśmy przez lasy i można było zauważyć stada saren.

            Kierowaliśmy się już na Głuszycę. Tu przystanek wyglądał bardzo nietypowo, ponieważ do złudzenia przypominał duży dom wielorodzinny. Natomiast dworzec w Jedlinie Górnej nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, bo był bardzo malutki. W oddali jednak widniało sanatorium. Wyglądało niczym zamek ze szpiczastymi zakończeniami dachu. Gdyby nie ograniczał mnie czas, na pewno bym je zwiedził. Po paru chwilach dojechaliśmy do Wałbrzycha, który powitał mnie szarówka, chłodem i nieprzyjemną wonią. Zatrzymałem się na noc w hotelu „Sudety”. Bardzo podobał mi się jego wystrój. Kuchnia także była wspaniała.

            Rano udałem się na dworzec wałbrzyski i kupiłem bilet do Wrocławia. Pierwszy postój odbył się w Świebodzicach. Dworzec był równie stary, co poprzednie, aczkolwiek z dwoma charakterystycznymi wieżami. Potem zatrzymaliśmy się jeszcze w Jaworzynie Śląskiej – tu chyba jest jakieś muzeum kolejowe, które dostrzegłem z okien pociągu. Myślę, że warto tu przyjechać.

             A ja wciąż jechałem... Warto tu wspomnieć o zmieniającej się stale rzeźbie terenu oraz ilości śniegu. Im bliżej Wrocławia, tym bardziej płaskie okazywały się nierówności terenu i znikał śnieg.

            Potem dotarłem do Kątów Wrocławskich i kolejno do: Sadowic Wrocławskich, Smolca i w końcu do Wrocławia witającego gwarem rozmów, tłumem ludzi, tętniącym życiem na okazałym dworcu, który uważam za dolnośląską perłę – choć teraz w remoncie.

            W stolicy Dolnego Śląska kończy się moja podróż, tu spotkałem się z moim kolegą.

 

Błażej Ginter, kl. VI

Opracowanie: szkolnastrona.pl