Śnieżna pani

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » Śnieżna pani

Śnieżna pani

 

Dawno temu żyła sobie pewna pani z pięknym obliczem i różowymi ustami. Skuta lodem aż po głowę. Nikt nie znał jej imienia, była cudna i dumna, lecz z kamienia. Serce jej ośnieżone nie znało osłabienia ani ukojenia. Mieszkała w górach Stołowych. Śmiała się i ludzi wymiatała z domów.

Pewnego pięknego mroźnego dnia spała jak oszalała. Wtedy przyjechało dwoje dzieci, które, jak można się domyślić, miały ferie. Jedno z nich miało na imię Marek, a dziewczynka Ania. Były w miejscowości, która się nazywa Karłów. Jak zobaczyły te przepiękne widoki, to opadły z wrażenia na ławkę. Wybrały pokój, w którym były kwiaty, głównie wrzosy. Pierwsza noc była dla nich świetna. Zjadły obiad i poszły na dwór. Tego dnia było bardzo zimno, śnieg sypał wszędzie. Pani ze śnieżnymi włosami zobaczyła dzieci i do pokoju podrzuciła im skałę, którą wzięła ze skalnych grzybów. Musnęła śniegiem i gotowe: skała znalazła się w salonie. Dzieci przyszły mokre do domu. Wypiły gorącą herbatę i poszły spać. Nazajutrz Marek poczuł coś kłującego w ręce. I powiedział:

-Aniu coś mam w mojej ręce.

-Co się stało mój braciszku?- spytała siostra.

-Chyba coś sobie wbiłem.- wyjaśnił.

-Nic nie masz.

Marek jednak miał wbity w rączkę kamień nie wiedząc o tym. Mroźna pani przyszła na podwórze. Nagle wyszedł Marek, ale bez Anny. I ujrzał najpiękniejszą panią jaką widział na świecie. Powiedziała do niego:

-Nie bój się, jestem wróżką i spełnię każde twoje marzenie, ale podejdź.-powiedziała.

Marek jakby zaczarowany poszedł bez wahania. Ona go wzięła w najodleglejsze zakątki gór. Marek nie wiedział, gdzie jest, ale ani trochę się nie obawiał. Był cały roześmiany jakby przez nią opętany. Minął jeden dzień, a on patrzył wciąż na górskie źródełka. Ania zaczęła się martwić. Powiedziała o tym pani z hotelu i zaczęto go poszukiwać. Minął drugi dzień a Marka ani śladu. Jego siostra bardzo płakała i nie wiedziała co robić. Wreszcie poszła w te śliczne lasy i spotkała jeżyka, którego owinęła swoim najlepszym szalikiem. Następnie znalazła biednego ptaszka i dała mu okruszyny, które zostały jej ze śniadania. Aż w końcu spotkała chyba króla tego leśnego gaju, był nim muflon śnieżnobiały. Miała marchewkę i parę kostek cukru. Wyciągnęła ostrożnie rękę, a on to zjadł. Dziewczynie łza podeszła do oczu i nagle poczuła, że lata. Była to bowiem najszczersza łza w jej życiu. I poniosło ją tam, gdzie chciała. Szukała i szukała, aż w końcu znalazła. Popatrzyła, a tam Marek nad strumykiem. I powiedział:

-Odejdź ty wstrętna wiedźmo, czego chcesz?

-Nie pamiętasz mnie, jestem twoją siostrą?

-Ja nie mam żadnej siostry.

Dziewczynka nie wiedziała co ma robić, bo własny brat jej nie pamiętał. Wtem  nadeszła pani śnieżnobiała. A dziewczynka się schowała za krzewy jagód. Pani zapytała:

-Kto to był, przecież wiesz, że nie lubię niespodziewanych gości? Jak tak dalej będziesz robił, to znikną wszystkie przyjemności, które ci podarowałam.

I odeszła.

A Ania wspięła się na stromą ściankę, by obserwować brata. Gdy już miała go zabrać, śnieżyca porwała chłopca. Ale Anna znowu uroniła łzę i poleciała za nimi. Frunęła tak parę godzin, aż w końcu stanęli. Ania zeskoczyła i powiedziała:

-         Braciszku, wróć do mnie - i przytuliła go.

Piękna Pani krzyknęła:

-Nie!! Nie rób tego wstrętna dziewucho.

Ale już było za późno i nagle koło pięknej pani wyrosło serce, a ona zmieniła się w piękną istotę, która Markowi podarowała owo serce. Poleciała w górę i przeprosiła. Ania i Marek wrócili do hotelu, a nazajutrz wyjechali, bo przyjechali po nich rodzice. Wszystko skończyło się dobrze. A morał z tego taki, żeby nie ufać osobie, która proponuje pokusy wszelkiego rodzaju.

 

Marcelina Pis

 

Opracowanie: szkolnastrona.pl