Świąteczna iskierka miłości

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » Świąteczna iskierka miłości

Świąteczna iskierka miłości

 

Boże Narodzenie za pasem. Na ulicach w ciasnych korkach stały auta, a ich kierowcy
i pasażerowie powoli tracili cierpliwość. Na chodnikach co chwilę ktoś biegł, ślizgał się lub spieszył do domu z zakupami. Jednym słowem „świąteczny chaos i euforia”.

W szybie okna odbijała się smutna twarz dziewczyny. Patrzyła na to wszystko
i z każdą chwilą czuła się coraz gorzej.

-         Ciociu, mogę się przejść?! – krzyknęła nie odwracając wzroku.

-         Dobrze, tylko wróć przed zmrokiem! – odkrzyknęła starsza kobieta.

Klaudia, bo tak miała na imię dziewczyna, wyszła zawiązując ciasno szalik. Na ulicy wpadł na nią jakiś przechodzień krzycząc: „Wesołych Świąt!”. „Czy wszyscy już powariowali przez to wszystko?!” – pomyślała z ironią. Była od kilku tygodni zła jak osa, bo pokłóciła się
z najlepszą przyjaciółką, Justyną. Skręciła za róg. „Przecież to przez nią! To ona zaczęła!” – myślała Klaudia. Nagle zamurowało ją: stała przed domem dawnej przyjaciółki! Ale to nie widok budynku przyprawił ją o dreszcze, lecz to, że przed ogrodzeniem stał ambulans! Drzwi otworzyły się z hukiem i kogoś wynoszono na noszach. „Boże, błagam! Zrobię wszystko, ale żeby to nie była ona!” – błagała dziewczyna w myślach. I serce w niej znowu zamarło. Zanim nosze znikły we wnętrzu karetki, zobaczyła kosmyk blond włosów. Przecież Justi miała taką samą czuprynę! Pędem puściła się ku karetce, ale ta odjechała na sygnale. Dopadła drzwi domu Justyny, ale mimo walenia pięściami, nikt nie otworzył – wszyscy pojechali
z poszkodowaną. Zrezygnowana wróciła do domu. Nacisnęła dzwonek i natychmiast otworzyła jej drzwi roztrzęsiona ciotka. Była blada a w jej oczach widać było lęk.

-         Ee... ciociu, coś się stało? – spytała z nadzieją, że ukrywa drżenie głosu.

-         Tak! Dzwoniła do mnie mama Justyny! Twoja przyjaciółka leży w szpitalu, jest
w ciężkim stanie! Upadła nagle i nie chce się obudzić! – trajkotała kobieta.

Klaudia poczuła pieczenie w oczach i pobiegła do swojego pokoju, rzucając się na łóżko. Leżała tak do późna i rozmyślała. W końcu postanowiła, że następnego dnia odwiedzi Justynę i ją przeprosi. Tak rozmyślając zasnęła. Ranek nastał szybko. Ubrała się w pierwsze lepsze ubrania, które wypadły z szafy. Weszła do kuchni i serce podskoczyło jej do gardła: tam stali jej rodzice! Jak to możliwe?! Zginęli pięć lat temu w wypadku! Dobiegła do nich
i spróbowała dotknąć dłoni ojca – na próżno, równie dobrze mogła dotykać powietrza.

-         Mamo? Tato? – wyszeptała.

Przystojny mężczyzna pokiwał głową, a kobieta przemówiła:

-         Twoja przyjaciółka cię potrzebuje! Idź! Zanim będzie za późno. – i nagle oboje zniknęli, a Klaudia stwierdziła, że stoi na kafelkach szpitalnej poczekalni. Wtem zza pobliskich drzwi wypadła rozhisteryzowana mama Justyny.

-         Dlaczego?! Dlaczego jej nie uratowaliście?! – szlochała.

-         Naprawdę... Robiliśmy co w naszej mocy... – tłumaczył się lekarz, starając się pocieszyć kobietę.

Klaudia poczuła, jakby zamieniała się w lód. Nie mogła się ruszyć, zrobiło jej się ciemno
w oczach. Zemdlała.

-         Klaudia! Klaudia! Obudź się! Dziś Wigilia! – usłyszała głos cioci. Otworzyła szeroko oczy i stwierdziła, że leży u siebie w pokoju na swoim łóżku!

-         Ciociu! Co z Justyną? Nie uratowali jej! – krzyczała Klaudia, czując że zaraz się rozpłacze.

-         Co ty wygadujesz?! – zdziwiła się ciocia – Masz gościa! Ubierz się! – rzuciła wychodząc.

Klaudia po chwili zorientowała się, że to wszystko jej się śniło. To tylko koszmar. Justi żyje! Ubrała się w tempie natychmiastowym i wpadła do kuchni. Na krześle siedziała cała i zdrowa Justyna!

-         Wiesz... – zaczęła – Dziś Wigilia... chciałabym Cię przeprosić za tamto – powiedziała głosem pełnym skruchy.

-         JUSTYNA! WYBACZAM CI! BĘDZIE JAK DAWNIEJ! JA TEŻ PRZEPRASZAM! – wykrzyczała Klaudia i objęła mocno przyjaciółkę.

Od tamtej pory obie nie rozstają się ani na krok, a Klaudia pamięta, że trzeba wybaczyć, zanim będzie za późno. A Wigilia to najlepszy ku temu czas...

Sylwia Myślińska, kl. VI

Opracowanie: szkolnastrona.pl