Przygoda Marleny

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » Przygoda Marleny

MOJA PRZGODA W ŚWIECIE

ENERGII PRZYSZŁOŚCI

 

  Pewnego, cudownego ranka postanowiłam pójść na spacer.

 

  Szłam po piaszczystej, zupełnie pustej plaży, kiedy nagle wciągnął mnie wir czasoprzestrzenny i wylądowałam na wielkiej, zimnej, mokrej skale. Stałam i patrzyłam z niedowierzaniem w dół, gdzie spostrzegłam: elfy, krasnoludki, skrzaty, jednorożce, wróżki i przepiękne syreny. Widać było że nad czymś ciężko pracowały. Każde stworzenie było zajęte czymś innym. Krasnoludki wykopywały diamenty, potem załadowywały  je na jednorożce. One zawoziły je do syren, które śpiewając rozbijały je w drobny piaseczek. Skrzaty  zanosiły torebeczki z piaskiem do wróżek. Wróżki za pomocą czarów rozpuszczały piach i podawały  substancje elfom. Boskie elfy umieszczały  płyn w buteleczkach i  wsadzały je do skrzyń. Byłam zdumiona tym niesamowitym widokiem. Po chwili znalazłam kręte, długie schody które prowadziły na sam dół. Zeszłam na dół potykając się kilka razy na kamieniach które wszędzie były dosłownie wszędzie. Dostrzegłam że na wprost mnie stoi krasnal. Spytałam go grzecznie:

-Przepraszam gdzie się znajduje?

Na to krasnal odrzekł:

-Znajdujesz się na ziemi w jaskini: ''Gwiezdnej''. Ja na imię mam się Teodor.

A ty?

-Na imię mam Helena . Który to wiek?

-to wiek 45. Zastanawiasz się pewnie co tu robimy.

-Oczywiście że się zastanawiam.

-Pewnie nie uwierzysz ale my tu wyważamy  energie, którą zasilana jest caluśka planeta.-Mówiąc to wskazał  na diamenty. Bardzo mnie to zaskoczyło i poczułam że powinnam jak najszybciej w jakiś sposób wrócić z powrotem. Pomyślałam że może to być jakaś wielka tajemnica i pewnie nikt z ludzi ma o tym nie wiedzieć. Więc grzecznie spytałam.

-nie wiesz Teodorze jak mogę wrócić do domu?

-Tak wiem, ale musimy się wdrapać na ten szczyt.  -No to w drogę.

Szliśmy wąską, krętą ścieżką  ku górze. Krasnoludek wydał mi się: miłym, dobrym, uczciwym, pomocnym stworzeniem. Wyglądał bardzo śmiesznie  miał niecały metr wzrostu, był grubiutki, broda miała kolor rudy i sięgała mu do kolan, małe niebieskie oczka były ledwo widoczne przez jego gęstą czuprynę. Odziany był w zielone, szerokie spodnie, czerwony sweterek, drewniane, solidne trzewiki i zieloną czapkę z czerwonym pomponem. Po jakiś trzech godzinach byliśmy  na miejscu. Znajdywał się tam wielki wir. Już miałam do niego  wejść kiedy krasnal dał mi wielki, różowy diament. Powiedział że to na pamiątkę. Podziękowałam za podarunek i prędko wskoczyłam do wiru.

   Po chwili znalazłam się z powrotem na plaży a diamat leżał koło mnie. To była super przygoda!!! 

 

 

 

Marlena Kobierska, kl. VI

Opracowanie: szkolnastrona.pl