Energetyczne paliwo

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » Energetyczne paliwo

„Energetyczne paliwo”

 

Zdarzyło się to pewnego, zimowego dnia, w czasie szalejącej burzy śnieżnej. W moim małym, przytulnym mieszkanku zgasło nagle światło przerywając mi w najatrakcyjniejszym momencie oglądanie ulubionego serialu. Nie namyślając się długo, powzięłam decyzję o zejściu do piwnicy i sprawdzeniu bezpieczników.

        Roztropność nie jest moją mocną stroną, dlatego też wkrótce boleśnie odczułam skutki „pakowania się w kłopoty’’. Niebawem ciemna piwnica rozjarzyła się pasmem światła w kolorze tęczy, wyrzucając w przestrzeń tysiące naładowanych elektrycznie cząstek. Nie mogłam uniknąć zderzenia z nimi i po chwili przyjęłam na siebie całą siłę rażenia. W ułamku sekundy poczułam przeszywający ból w klatce piersiowej i straciłam przytomność. Nie wiem jak długo leżałam na zimnej posadzce piwnicy, ale na tyle długo, aby poczuć dreszcze z zimna, obecność pająków i uwierający w kieszeni pilot TV. Czułam, że ciało nie podlega mojej kontroli, ale upartość i zawziętość, cechy tak niedoceniane przez bliskich, teraz okazały się zbawienne.  Piętra, które pokonywałam w drodze do mojego mieszkania stanowiły dla mnie ogromny wysiłek. Ale udało mi się i oto jestem już w moim lokalu na drugim piętrze. W tamtym momencie nie myślałam o niczym innym, jak o ułożeniu swojego ciała na miękkiej kanapie. W pierwszej chwili po przekroczeniu progu nie zauważyłam zmian jakie zaszły w mieszkaniu pod moją nieobecność. Otóż, już nic nie wyglądało, tak, jak przedtem. Wszystkie sprzęty domowe na zmianę raz malały, a raz rosły, a po dotknięciu palcem kurczyły się do rozmiaru kostki cukru. Zabawki z dzieciństwa wydawały dziwne dźwięki w niezrozumiałym dla mnie języku.  Na domiar wszystkiego sufit, który wcześniej zachwycał stylową sztukaterią, teraz lśnił niczym tafla lodu, a w niej, o dziwo, przeglądał się kwadratowy księżyc.   

        Przerażenie ogarnęło mój rozum: „Czy ja śnię?”, „A może za dużo przeczytałam książek Lema, Tolkiena i Stephanie Meyer i być może mój umysł tkwi w tych futurystycznych światach.” Czym prędzej porwałam z wieszaka skafander i w wielkim pośpiechu, zapominając o zamknięciu drzwi na klucz, wybiegłam na zewnątrz.

        To, co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Miasteczko wyglądem przypominało wielką stację benzynową z dystrybutorami, przy których zwisały pompy z długimi wężami.  Idąc chodnikiem niby-miasta rozpoznałam nagle w mijanym przechodniu mojego sąsiada z pierwszego piętra. Pan Edward zmienił się, wyglądał jak po liftingu, ubierał się bardziej nowocześnie i nie wziął swojej laski, która na pewno pamiętała czasy II wojny światowej.  Wymieniliśmy z sobą zwroty grzecznościowe i po chwili dowiedziałam się, że jest rok 2030, ludzie czerpią energię właśnie z tych „stacji”, a ściślej rzecz ujmując z dystrybutorów energii, które zastąpiły odwieczną i naturalną potrzebę odżywiania się. Rozmowa przebiegała w miłej atmosferze, ale chcąc ją dalej kontynuować, zagadnęłam:

- Panie Edwardzie, wszystko to brzmi fascynująco, ale czy to oznacza, że nie ma już fabryk, kotłowni, elektrowni i marketów?

- Co ty, dziecko, z Marsa spadłaś? Jest rok 2030 i energię czerpiemy z kosmosu. Na Saturnie mamy elektrownię, która pochłania znajdujące się tam gazy i przemienia je w energię, która następnie przesyłana jest  wprost na nasze przeźroczyste sufity  z pleksy. W ten sposób w naszych mieszkaniach płynie „prąd” zasilając wszystkie urządzenia domowe.

        W tym momencie domyśliłam się do czego służy i mój sufit. Pożegnałam się serdecznie i udałam się na odkrywanie dalszych tajemnic, jakie skrywać jeszcze mogło moje miasto. Z uwagą przyglądałam się ludziom. Nie raził mnie już ich nowoczesny wygląd: kolorowe kombinezony z otworem w kształcie gwintu  po środku klatki piersiowej, buty z wysoką cholewą i gogle chroniące przed  „wiatrem energetycznym”, który z kolei był skutkiem przesyłowej energii z kosmosu. Poczułam chęć zintegrowania się z nimi i stanęłam w dziwnej kolejce. Po chwili zorientowałam się, że kolejka ta prowadzi do jednego z dystrybutorów po życiodajny płyn. Ja również w swoim skafandrze odkryłam ten tajemniczy otwór i niebawem popłynęła do wnętrza mojego organizmu  ta energetyczna mikstura. Czułam jak każda część mego ciała odżywa i nabiera mocy. Tak wzmocniona popędziłam czym prędzej do mieszkania. W głowie pojawiło się wiele pytań, ale teraz nie miałam czasu, aby na nie odpowiedzieć, tym bardziej, że nad miasto nadciągały chmury burzowe. Dosłownie w ostatniej chwili zdążyłam skryć się w bramie mojego bloku, gdy na miasto spadły pierwsze krople deszczu. Pomyślałam, że skoro pojawiłam się w przyszłości za sprawą burzy to i w ten sam sposób mogę wrócić. Nie zwlekając ani minuty dłużej pobiegłam w stronę piwnicy. Moje przypuszczenia były słuszne i wkrótce stojąc przy bezpiecznikach stało się to, co za pierwszym razem. Zdążyłam usłyszeć tylko grzmot, który sprawił, że piwnica rozbłysła się kolorami tęczy.

        Obudziłam się w swoim pokoju nie bardzo wiedząc,  czy jest to rok 2030, czy 2010. Przeganiając resztki, jak mi się wydawało – snu - usłyszałam  znajomy głos dochodzący z kuchni, a kolejny z łazienki.    

- O Matko!  Czy ja jestem już w swoim świecie? – wypowiedziałam te słowa na głos.

        W znajomych głosach rozpoznałam rodziców. Jak zwykle krzątali się po domu. Podbiegłam do mojej mamy, rzucając się jej wprost w ramiona. Chaotycznie i w pośpiechu opowiedziałam co mi się przydarzyło. Mama tylko pokiwała głową i z uśmiechem na ustach postawiła przede mną         gorące kakao, mówiąc, że ten wyjątkowy sen wart jest opisania.

 

 

 

Milena Ilnicka

Opracowanie: szkolnastrona.pl