W innym świecie

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » W innym świecie

W innym świecie

 

  -Gdzie ja jestem?!- darłam się niezmordowanie-Halo? Jest tu kto?!

  Wokół był tylko las. Ale nie taki zwykły. Listowie drzew mieniło się odcieniami szafiru i błękitu, a szary odcień kory czasem połyskiwał srebrem.

  Wstałam, bo krzyczenie wniebogłosy nic nie dało. Postanowiłam pójść w lewo, gdzie las był najmniej gęsty. Idąc, mijałam wysokie i trochę mniejsze drzewa, krzewy o purpurowych liściach i owocach barwy wrzosu. Mijałam również niebieskie i szmaragdowe grzyby.

Kwiatów mieniących się oranżem i szkarłatem było trochę mniej.

  Zaczęło świtać. Promyki słońca zaczęły okalać moją twarz, jak brązowe kosmyki moich włosów. Moje niebieskozielone oczy chłonęły piękno nieba o brzasku. Było inne niż w moim świecie. Mieniło się odcieniami intensywnej żółci i zieleni. Oczy i umysł zachwycały się tym widokiem przez chwilę.

  Z zadumy wyrwał mnie dźwięk łamiących się gałęzi i szelest liści. Odwróciłam się. W krzakach leżał człowiek. Miał długie karmazynowe włosy, spiczaste zęby i „rypnięte" okularki. Obok niego leżała wielka piła motorowa. „Przerobiona kosa żniwiarza"- Jak mi się nagle przypomniało. Jestem wielką fanką japońskich komiksów, więc z łatwością rozpoznałam tę postać. Grell z Kuroshitsuji. Podbiegłam do niego i pomogłam wydostać mu się z krzaków. Chwilę później wdałam się z tym Shinigami w rozmowę. Usłyszałam od niego, że jestem w innym świecie, innym, dalszym roku niż mój. Ogólnie gdzie indziej. Dowiedziałam się od niego również parę cennych informacji o tym świecie. Jest on połączony ze światami wszystkich mang i anime. Stąd on tutaj. W środku tego lasu znajduje się właśnie portal do świata, z którego przybył Grell. Niestety nie mógł wrócić. Gdy próbował, przejście go odbiło i właśnie tak wylądował w krzakach. Grell twierdził, że inne wyrwy zachowują się tak samo. Stwierdził również, że odpowiedzialność za to bierze to, że zachwiała się energi a tego świata.

  Jego opowieść była tak fantastyczna! Świat, z którego mogłabym się dostać -dla przykładu-do D.Gray-man'a. Lecz marzenia na bok.

 -Grell!

 -Hmn?

 -Trzeba ustawić tę finezyjną energię! Zrobię to, bo jam jest Zuzol!

 -Heh...tego to bym się nie spodziewał! Ale i tak ci się nie uda.

 -Dlaczego?- rzuciłam mu badawcze spojrzenie.

 -Bo na jej straży stoi czarodziejka Arissa.

 -I co z tego?- zapytałam -Przemeblujemy jej ryjek jak trzeba i nas puści!!!

 -Eh...Zaczynasz mówić jak Edzio.-Zrobiłam wielkie oczy. Shinigami miał na myśli Eda z FullMetal Alchemist, moją ulubioną postać ze wszystkich anime.

 -Nie! Grelluch ja nie chcę! Ja nie chcę gadać jak Edzik!

  Postanowiliśmy wyruszyć w drogę. Po wyjściu z boru ukazała nam się góra, porośnięta innym lasem, lecz tym razem listowie mieniło się oranżem, żółcią i szkarłatem. Barwą kory był jasny beż. Na sam szczyt prowadziły schody wykute z kamienia koloru bardzo podobnego do koloru kory drzew.

  Gdy żniwiarz prowadził mnie nimi, ja przyglądałam się bliżej florze i faunie tego miejsca. Oprócz starych drzewców, rosło tu kwiecie, a dokładnie róże prezentujące się barwą rubinu, jagody, karmazynu i purpury. Trawa miała barwę ostro zieloną, a wśród niej buszowały różne drobne zwierzęta. W gałęziach gniazda wiły sobie tęczowe ptaki.

  Podziwiając niezwykłą przyrodę tego miejsca, nie zauważyłam kiedy doszliśmy.

  Wśród gęstej trawy, na szczycie stało wykonane z tego samego surowca co schody, półkole z kolumn. Naprzeciwko środkowego filaru unosiła się wyrwa barwy turkusu.

 -To przejście do Pandora Hearts.

 -Pandora H...-przypomniało mi się jedno z ulubionych moich anime.- A, tak.

  Moje oczy chłonęły piękno wyrwy. Lecz jednak wyczułam w niej pewną nieprawidłowość. To musiało być to.

  Nagle za półkolem zauważyłam jakąś jaskinię. Coś w niej przykuło moją uwagę. To nie była zwykła grota. Gdy miałam zapytać o nią Grell'a., na samym szczycie schodów zobaczyłam dziewczynę. Wtedy zaczął dąć wiatr. Długie, brązowe włosy półtorametrowej postaci zafalowały pod jego wpływem. Dziewczyna miała na sobie „bajkowy" strój, głównie koloru czerwieni. W ręce trzymała udko z kurczaka, które ze smakiem gryzła swoimi białymi zębami.  Alice ze wcześniej wspomnianego anime.

 -Hej, głupi kosiarzu!- krzyknęła na powitanie.

 -Hej B-rabbit!- odpowiedział szkarłatnowłosy -Poznaj moją nową przyjaciółkę!

 -Hmn?

 -„Przyjaciółkę"...-moje myśli układały się w jedno zdanie: „I'll Kill You!", lecz w porę się opamiętałam- Zuza.- wyciągnęłam prawą rękę-Możesz mi mówić Zuzol.

 -Alice. Grell?

 -Tak?!

 -Słyszałam, że energia wyrw została zachwiana. Prawda czy fałsz?

 -Prawda.

 -Jakie to przykre...

 -Nie mów jak Shikamaru z Naruciaka, tylko nam pomóż.

 -Rany...dobra...

 -No to w drogę, kamraci!

 -Bez komentarza.

 -Tędy, no nie?- wskazałam grotę.

 -Ta...Mroczne odmęty tuneli Kotor'Kir. Za górą, przez którą prowadzą, jest siedziba Arissy.- odpowiedziała na moje pytanie szatynka.

  Ciemność. Wszędzie ciemność. Jedynym światłem w bezgranicznym mroku był ogień pochodni niesionej przez żniwiarza. Za Grell'em kroczyłam ja i Alice.

 -Brniemy tymi korytarzami już prawie dwa dni.-powiedziałam -Zdaje mi się że się chyba zgubiliśmy.-dodałam.

 -Nonsens- Grell był wciąż wyjątkowo pewny siebie. - Na pewno idziemy dobrą drogą...Hmn?- Shinigami speszył się. Nasze pole widzenia wypełniło rozwidlenie.

 -Nie przypominam sobie czegoś takiego...-szkarłatno-włosy stracił nadzieję.

 -Ja również.- zawtórowała bliźniaczka Woli Otchłani.

 -Grell!- krzyknęłam- Jako iż chyba jesteś facetem idziesz sam w lewo, my w prawo. Przejdź pięćset kroków i się wróć. Tutaj się spotkamy.

  Wszędzie panowała martwa cisza. Słychać było tylko nasze kroki i oddechy.

 -438...439...440...441...-liczyłam kroki niezmordowanie. B-rabbit szła za mną, równie pewnym krokiem co ja.

 -Aaaaaa!- krzyk odbił się echem po całym korytarzu.

-To chyba...Grell!

-Rany, co ten głupek znowu wymyślił!- pobiegłyśmy w stronę rozwidlenia, a następnie w korytarz, którym kroczył wcześniej Żniwiarz. Biegnąc, zderzyłyśmy się z nim.

 -Przygłupie! Czego się drzesz?!- warknęła Alice.

 -Lepiej wam pokażę...

  Za zakrętem zobaczyłyśmy leżące na ziemi zwłoki...Nie...on był jeszcze żywy...Chyba.

Słychać było odgłosy burczenia.

  Włosy chłopaka miały odcień czystej bieli. Prawie opadały na niezbyt umięśnione, lecz silne ramiona. Białowłosy miał na sobie czarny mundur. Młody egzorcysta-o ile dobrze pamiętam- miał oczy szaroniebieskie. Choć teraz miał je zamknięte, wyraźnie było widać czerwony znak klątwy  przechodzący przez lewe oko.

 - Allen Walker. - powiedziałam cicho.

 -Ach! A więc to tylko Allen!- Grell westchnął.

  Zatrzymaliśmy się w tym miejscu na postój. Allen'a udało nam się jakoś oprzytomnieć zapachem pieczonej wołowinki. Chłopak posilał się ile wlezie. Zjadł już prawie dwa razy tyle, co ja z Alice od wejścia do Kotor'Kir.

 -Allen, jak będziesz tyle jadł, to będziesz miał zad wielki jak Austro-Węgry.- powiedziała szatynka.

 -Albo co gorsza jak Związek Radziecki...-dodałam.

 -Albo jak Imperium Drachmy w FullMetal Alchemist'cie!

 -Drogi Grell'u, Drachma to i tak odpowiednik Ruskich- odparłam- Nawet ten ich dowódca powiedział do Kimblee'ego per towarzyszu. A no i przecież on miał wąsy jak Józef Stalin!

 -Kim jest Stalin?- zapytali mnie moi kamraci.

 -A tak właściwie to co tu robisz, Moyashi? -zapytał karmazynowowłosy.

 -Eto...

 -Towarzysz Kanda tak na ciebie mówi. - dodałam i się głupio uśmiechnęłam.

 -Mam na imię Allen!

 -Luzik, towarzyszu...

 -Ostatnio nadużywasz tego słowa...-powiedziała Alice.

 -Wiem! A wracając do wcześniejszej  rozmowy...Co tu robicie, towarzyszu?

 -I znowu wyjeżdża z tym towarzyszem...

 -Chciałem wrócić do domu, ale gdy próbowałem  to mnie tu wywaliło.

 -A, tak...Tu, koniec końców, jest portal do D.Gray-man'a.- stwierdziła B-rabbit.

 -A wiesz jak stąd wyjść?- zapytałam egzorcystę.

 -Nie, ale Lenalee dała mi mapę i...

 -No to czemu nic nie mówisz?!

  Idąc, dzięki mapie nie zgubiliśmy się w mroku. By było weselej,  zaczęłam śpiewać o tym, że Ruscy zrobią oblężenie, lecz nikt nie znał tej piosenki więc po pierwszej zwrotce zaprzestałam.

 -Ale jednak, muszę przyznać ciekawa piosenka... -powiedziała Alice.

 -Klimatyczna.-dodał Allen.

 -Dzięki.-gdy to wymówiłam, ugryzłam kawałek miętowej czekolady.

 -Ej! Skąd masz czekoladę! - spytał Grell.

 -Znalazłam w torbie.

 -Daj kawałek.

 -Wara od moje czekolady przygłupie, że się tak kulturalnie wyrażę.

  Grell zatrzymał się. Po kilku minutach, gdy już nie czułam jego oddechu na plecach dopiero to zauważyłam. Odwróciłam się.

 -A temu co?

 -Dostał chyba klasycznego objawu totalnej załamki...-powiedział białowłosy.

 -...Przygłup...

 -Zostawmy go, i tak jest bezużyteczny.- odparła szatynka.

 -...Bezuży...Co? Ja ci tam bezużyteczny, głupi króliku! Jak ci odrąbię łeb moją kosą to...

 -To to jest kosa? Wygląda jak piła motorowa...-zdziwił się Allen.

  Po paru godzinach dyskusji o Grelluchowej kosie, dzięki mapie wreszcie wyszliśmy na światłość. Od wylotu jaskiń roztaczał się piękny, niepowtarzalny widok. Las, na który spoglądaliśmy mienił się drzewami o listowiu barwy wrzosu, purpury i lilii. Trawa lśniąca poranną rosą, z której wyrastały granitowe i kruczoczarne róże, szmaragdowe i turkusowe tulipany oraz słoneczne i oranżowe konwalie, miała barwę tak intensywnej czerwieni, jakby krew z jakiejś wielkiej bitwy wlała się w poprzedni barwnik rośliny.

  Poprzez bór płynęła rzeka, której wody miały barwę poblakłego szmaragdu.

  Gdy szliśmy wzdłuż niej, zobaczyłam, że pływają w niej ryby mieniące się nieskończoną ilością kolorów. Kamienie w niej były istnie szafirowe i ametystowe, co tylko nadawało rzece bajkowego wyglądu i piękna. Przyuważyłam również, że rosnąca opodal wód trawa miała przebłyski barwy brązowej, a ta rosnąca dalej barwy morganitowej. Nagle przed oczami przeleciały mi dwa ptaki. Jeden miał upierzenie barwy akwamarynu, pióra drugiego miały jasny odcień biksbitu. Nim się zorientowałam, stałam przed wielkimi drzwiami z drewna pobliskich drzewców. Gdy mieliśmy już przez nie przejść, stanęłam jak wryta.

 -Ja chyba będę wam wszystkim przeszkadzać...-odparłam niespodziewanie.

 -No co ty! Jak nie jesteś z tego, ani równoległych jemu światów, możesz sobie wymyślić jakąś moc i ją masz!

 -Serio? No to...CHCIAŁABYM MÓC MANIPULOWAĆ WSZYSTKIM I WSZYSTKIMI!

 -Eto...

  Weszliśmy do całkiem sporej komnaty. Wykuto ją w granitowej skale. Ściany jej były naturalne, lecz posadzka turkusowa i połyskująca jasnym blaskiem była gładka.   Na ścianach, jak nagle zauważyłam były wypisane bursztynowym i cymofanowym kolorem przeróżne runy. Na posadce połyskiwały one spinelową barwą. Pod tylną ścianą pomieszczenia stał pozłacany tron z  kości słoniowej, pod którym położony był rubinowo- aleksandrytowy dywan. Na tronie siedziała ubrana w cienką, idealnie podkreślającą jej kształty suknię barwy jej intensywnie zielonych oczu. Jej delikatną twarz okalały opadające kaskadą na plecy płomienne włosy. Niektóre kosmyki były zaplecione w cienkie warkoczyki, a niektóre mieniły się biksbitowymi pasemkami. W uszach kobiety osadzone były długie kolczyki z bursztynu oprawionego złotem. Bransolety-również ze złota- miały osadzone w sobie niebieskie,  karmazynowe i zielone kamienie. W naszyjniku mieniły się bursztyny i biksbity.

  Arissa wstała. Głębokie wycięcia w sukni podkreślały jej długie,  piękne nogi. Na stopach miała ubrane czarne japonki wysadzane tymi samymi kamieniami co naszyjnik, plus zielony aleksandryt.

  Kobieta wyglądała jakby chciała coś powiedzieć. Lecz nie zdążyła. Przejęłam nad nią kontrolę. Wtedy karmazynowowłosy Grell bez wahania rzucił się na czarodziejkę ze swoją ukochaną piłą motorową i rozciął ją na pół.  Z ciała magini wytrysnęła szkarłatna ciecz.

  Lecz nagle wszystko wokół zawirowało mieszaniną kolorów. Nie tylko czerwienią, ale i intensywna barwą zieleni, fuksji, oranżu i wielu innych kolorów. Rozpoznałam wśród nich śnieżnobiały odcień jak włosy Allena, brązowo-bordowy jak kosmyki Alice oraz zielononiebieski jak moje własne oczy. Lecz w momencie kiedy  sondowałam barwę akwamaryny, wszystko zaczęło wirować w przeciwną stronę niż wcześniej. Zamknęłam oczy...

  ...I obudziłam się. Dookoła kolorem dominującym był błękit, lecz rozpoznałam również szkarłatny, plastikowy stolik, pastelowe barwy plakatu z otaku...A co najważniejsze poczułam ciepło koło mojej prawej nogi. Śpiący Pionierek...

 

Zuzanna Grzybowska, kl. V

Opracowanie: szkolnastrona.pl