Energia przyszłości

Jesteś tu: » Strona startowa » Prace naszych uczniów » Energia przyszłości

Energia  przyszłości!

        Na tym kawałku papieru opiszę  wam moją niesamowitą przygodę na planecie ziemia. Historia ta toczy się zimą w malutkim mieście Nowa Sól w czasie teraźniejszym oraz czasie przyszłym.

        Pewnego dnia, siedząc w malutkim niebiesko-zielonkawym pokoiku rozmyślałam na temat opowiadania z języka polskiego. Do głowy wpadało mi mnóstwo niesamowitych pomysłów. Minuty  mijały jak pociąg pośpieszny pędzący ze stacji na stację. Pisałam niesamowicie szybko, by ani jedna myśl nie przeleciała mi koło nosa. Zapiski  me trwały bardzo długo, znużona postanowiłam odetchnąć. Ubrałam się i wyszłam zaczerpnąć świeżego powietrza. Spacerując podziwiałam piękną okolicę podczas zimy: drzewa były oszronione  białą warstwą przymrożonego śniegu, wąskie ulice i dróżki całe zasypane niebiańskim puchem a ja, przytakując przechodniom, szłam rozweselona zmierzając do celu. Doszłam do domu mego kolegi Jacka, gdy nagle ujrzałam go w jego żółtym, z wielką nutą na ścianie, garażu. Stał  zamyślony i ogromnie skupiony. Był pochylony nad czymś malutkim i okrągłym, przykrytym czarno-białą płachtą. Miło się z nim przywitałam, lecz on sprawiał wrażenie zakłopotanego.

- Człowieku, zapytałam - co się dzieje?

W tym momencie skruszył się i opowiedział mi całą historię o dotąd nie odkrytym przez naukowców wynalazku. Tajemniczy przedmiot, wygląd miał zbliżony do myszki od komputera. Opowiedział  mi o swoim wynalazku. O tym, jak pewnego dnia w domu, siedząc przy biurku oświetlonym magicznym światłem lampki, zaczął rysować wehikuł czasu, następnie wystarczyło  skręcić kilka śrubek i gotowe. Przez następne dwie godziny, siedzieliśmy przy stoliku w garażu, opatuleni cieplutkimi kocykami, opracowywaliśmy plan działania po przeniesieniu się w przyszłość. Gdy zegar wybił godzinę piętnastą, nadeszła pora wielkiego ziemskiego odkrycia. Jacek i  ja byliśmy niesamowicie podekscytowani, wtedy został naciśniety guzik z liczbą 10 000 na przód. Niespodziewanie znaleźliśmy się w   pomarańczowo-niebieskim wirze. Oboje usłyszeliśmy lekki trzask, a przed nami stanął świat ludzkich snów. W przyszłych czasach ziemia wyglądała całkiem inaczej, ludzie, jeśli tak można ich nazwać, niesamowicie dbali o naturę i przyrodę. Ziemia posiadała więcej ostrych barw, kwiaty rozrastały się w każdym miejscu, a ich woń sięgała nieba, trawa była zielona, miękka jak jedwab. Nie było budynków, chodników, zanieczyszczeń, dymów, itp. Istoty były dla siebie niesamowicie miłe. Kolor ich skóry był niebieski z kryształkami na ciele, migocącymi w świetle słońca lub księżyca, chodzili boso, odziani w cienką, kosztowną tkaninę. U kobiet szata ta była podzielona na dwie części (przypominała strój dwuczęściowy). Na błękitnym niebie unosiły się liczne stworzenia przypominające zdecydowanie ładniejszą i większą odmianę pterodaktyli. Przebywaliśmy tam dużo czasu, więc zdążyliśmy zaprzyjaźnić się z jedną ogromną rodziną. Mieszkali oni wszyscy w drzewach  liczących ponad dwieście lat. Imiona posiadali przeróżne: Naomi, Kasida, Nugas itp. Opowiadali, iż nazwa ludzi to avatarzy. Oprowadzali nas po okolicy.  Mnie i Jacka szczególnie interesowało jedno niesamowite miejsce, gdzie skupiona jest energia przyszłości. Dla avatarów miejsce to było i jest święte. Gdy nabrali do nas pewności i zaufania Naomi  zaprowadziła nas tam, ujrzeliśmy ogromne drzewo mające ponad 10  000 lat, opowiedziała, iż zostało zasadzone za czasów ich pra pra pra dziadków, czyli przez jednego człowieka z nas. Miało niesamowity kolor aksamitnej pomarańczy, a z opadających w dół cienkich gałęzi wyrastały srebrne pąki  kwiatów.  Przerośnięte płatki kwiatów miały promienie bieli, nie opadały lecz  unosiły się przy drzewie. Avatarzy posiadali na końcu włosów kabelki (każde ciała żyjące na ziemi także), dzięki czemu  mogli się  z nimi kontaktować.  Nikt nie może zniszczyć Świętego drzewa, bez niego ich energia przestała by działać, a świat avatarów  by wyginął. Wróciliśmy do ich domu, pożegnaliśmy się, na nas był już czas. Nacisnęliśmy przycisk 10 000 do tyłu, sytuacja się powtórzyła, trafiliśmy do wiru, usłyszeliśmy trzask i znaleźliśmy się w naszych czasach.

     To była niesamowita przygoda, obiecaliśmy Naomi i jej rodzinie, że będziemy do nich często przenosić się w czasie. Tymczasem bywamy tam co dwa tygodnie, a nawet i oni nieraz potajemnie odwiedzają nas. Teraz pragniemy powiedzieć wszystko rodzicom, by nasze wyprawy nie odbywały się potajemnie.

Katarzyna Czajka, kl. VI

         

Opracowanie: szkolnastrona.pl